Tydzień 52
2007-12-24 Poniedziałek
oficynamorska.pl: Stocznia Gdynia ukończyła 85 lat Wpisał: Cezary 21.12.2007.
Wprawdzie dokładną datą początkującą powstanie Stoczni Gdynia jest 3. listopada 1922 roku, ale uroczystość upamiętniająca ten fakt po upływie 85 lat odbyła się w tej stoczni we czwartek 20 grudnia br. w sali konferencyjnej w budynku dyrekcji. Zgromadziło się w niej liczne grono przedstawicieli stoczniowej załogi, a także też liczna reprezentacja kierownictw firm współpracujących ze stocznią. Przybył również wojewoda pomorski Roman Zaborowski, wiceprezydent Gdyni Bogusław Stasiak oraz przedstawiciele resortu gospodarki i kilku parlamentarzystów.
Jeszcze przed oficjalnym otwarciem tego Jubileuszowego spotkania stoczniowcom i zaproszonym gościom przygrywała wystrojona na ludowo kapela kaszubska.
Najpierw wszystkich obecnych na owej uroczystości przywitał od niedawna nowy prezes zarządu stoczni, mgr inż. Antoni Poziomski.
W swym krótkim wystąpieniu podkreślił ogromny dorobek tejże stoczni, widoczny w liczbie zbudowanych przez nią statków - w całym okresie jej 85-lecia. Nadto zapewnił, że wypracowany przez lata jej potencjał produkcyjny, w świetle przeżywanych przez tę stocznię trudności finansowych musi być uratowany, zwłaszcza z jednej strony dla utrzymania stanowisk pracy, i dla wywiązania się wobec armatorów z zobowiązań w postaci zbudowania dla nich do roku 2009 19 statków o wartości blisko jednego miliarda USD.
Nieco szerzej dokonania stoczni od roku 1922 po czas współczesny omówił teraz członek zarządu Kazimierz Smoliński, a od 24.lutego 2006 roku do 6. grudnia br. sprawujący funkcję jego prezesa.
Przypomniał jednak najważniejsze wydarzenia (kliknij, aby poznać najważniejsze wydarzenia w Stoczni Gdynia od momentu jej powstania - plik pdf) zanotowane na kartach historii stoczni, jak np. to, że Stocznia Gdynia jako spółka z ograniczoną poręką założona została 3. listopada 1922 roku przed notariuszem w Wejherowie, zaś jej założycielami była grupa pomorskich przedsiębiorców, przy czym od razu podkreślił, że stocznia ta powstała, jak cała nowoczesna Gdynia - z marzeń i morza. - Należeliśmy - stwierdził K. Smoliński - niemal od zawsze do awangardy nowoczesności, otwartości na świat i wysokiej jakości produkcji. Czego dowodem fakt, że w swojej powojennej historii stocznia zbudowała już ponad 630 statków wielu różnych typów o łącznej nośności więcej niż 10 milionów ton, statków zaprojektowanych przez stoczniową kadrę inżynierów - projektantów. Zaznaczył, że „Stocznia Gdynia to nie tylko bogata historia, lecz i przyszłość polskiego okrętownictwa. W swoich dziejach przeżywała różne, trudne chwile i zawsze jednak wychodziła na prostą. Nie dopuszczamy myśli, aby i teraz, szczególnie w okresie boomu na światowym rynku okrętowym, Stocznia Gdynia nie obroniła się”.Co do przyszłości stoczni nie zabrakło nuty optymizmu zarówno w wystąpieniu wojewody pomorskiego R. Zaborowskiego, jak i wiceprezydenta Gdyni B. Stasiaka, czy wiceprzewodniczącego Rady Miasta Jerzego Miotke (na zdjęciu z prawej), na co dzień kierownika stoczniowego wydziału elektrotechniki i automatyki. Stocznia Gdynia S.A. - prawie jednogłośnie stwierdzili - jest największą firmą w regionie, dającą zatrudnienie kilku tysiącom wysoko wykwalifikowanym osobom, firmą szeroko znaną na światowym rynku i okrętowym, i żeglugowym, i choćby dlatego nie może ona utracić swojej wysokiej rangi przemysłowej. Oczywiście obecnie jej zasadniczym problemem jest kontynuowanie rozpoczętego przed laty procesu restrukturyzacji, której naczelnym zadaniem jest doprowadzenie do prywatyzacji stoczni.Ważnym akcentem tejże Jubileuszowej uroczystości było uhonorowanie platynową odznaką „Zasłużony pracownik Stoczni”, dziesięciu o najdłuższym stażu pracowników, mających na swym zawodowym koncie wiele zasług. Odznaki te z rąk prezesa Poziomskiego otrzymali: Józef Lanc, Kazimierz Ławrukajtis, Jan Jankowski, Zenon Matela, Jerzy Kopowski, Paweł Zaborowski, Czesław Pawelczyk, Stanisław Błasiak, Kazimierz Łapiński, Jerzy Reiter. A po oficjalnej części spotkania pojawiła się okazja do swobodnych rozmów, no i skorzystania z poczęstunku.
I w ogóle było to miłe Jubileuszowe spotkanie, a że miało miejsce niemal tuż przed Świętem Bożego Narodzenia, to i odbyło się w przyjaznej atmosferze, rokującej pozytywne rozwiązanie dotkliwie nurtujących stocznię problemów.
Czy tego oznaką stało się to, że w tymże samym dniu upłynął termin składania ofert na zakup stoczni, i że jak się dowiedzieliśmy do dalszych poważnych negocjacji stanęli trzej potencjalni inwestorzy - 20 grudnia oferty na zakup stoczni obok Martime Co. złożyli Złomrex i Ray Car Carriers Limited Ramiego Ungara. Henryk Spigarski
Rzecz Kołobrzeska / kol24h.pl : Niebezpieczny s/y Janusz Wpisał: Administrator 21.12.2007.
Omal tragicznie nie zakończył się rejs z Kołobrzegu do Elbląga trzech starych i niesprawnych łodzi rybackich, jaki wbrew zakazowi, wydanemu przez administrację morską, podjęło dzisiejszej nocy (20/21 grudnia 2007 r.) trzech nieodpowiedzialnych ludzi. Krótko po 20.00 Straż Graniczna w Kołobrzegu została powiadomiona przez bosmanat o tym, że z portu mimo zakazu i wezwań do zaprzestania żeglugi, wychodzi s/y „Janusz” holujący dwie jednostki s/y „Bogdana” i s/y „Adama”. Jednostki te nie były sprawne, a tym samym zagrażały bezpieczeństwu żeglugi. Jedna z nich była częściowo zatopiona.
Dzień wcześniej Kapitan Portu w Kołobrzegu wydał Decyzję (administracyjny nakaz) Klemensowi K., reprezentującemu właściciela trzech starych łodzi rybackich
– natychmiastowe podjęcie prac w celu podjęcia z dna jednej z nich, przycumowanie ich wszystkich w inne, bezpieczne miejsce uzgodnione z Kapitanatem Portu w Kołobrzegu. Ponadto miał on pilnie wyjaśnić administracji morskiej sytuację prawną owych łodzi, fakt wprowadzenia i pozostawienia ich w kołobrzeskim porcie
i przymocowane do „krzaka”. Kapitan Portu Kołobrzeg wydał zakaz opuszczenia portu przez te jednostki.
Klemens K., 40 letni mieszkaniec Ostródy, jako kierownik jednostki, nie informując władz portowych podjął próbę uprowadzenia z portu trzech jednostek, mimo decyzji jaką otrzymał. Nie odpowiadał też na wezwania radiowe bosmanatu portu. Opuścił port i udał się na wschód. Za nimi, w związku z zaistniała sytuacją, wysłano dwie jednostki pływające Straży Granicznej: SG – 216 i SG – 059. Załoga SG – 059 zamierzała przekazać raz jeszcze polecenie zawrócenia do portu, ale nie było to możliwe, gdyż s/y Janusz wykonywał manewry uniemożliwiające manewr bezpiecznego podejścia do siebie. O 22.30 do działań zatrzymania i zawrócenia „Janusza” przystąpiła załoga SG – 216. Ale i tym razem próby okazały się trudne do zrealizowania. Również i tym razem kapitan jednostki manewrował niebezpiecznie zagrażając bezpieczeństwu SG – 216, wchodząc na kurs kolizyjny i nie dopuszczając do wysadzenia grupy kontrolnej na pokład s/y Janusza. Ostatecznie grupa kontrolna weszła na pokład, jednak załoga odmówiła podporzątkoawania się funkcjonariuszom MOSG i zabarykadowała się w sterówce. Krótko przed północą opanowano sytuację obezwładniając osoby będące na „Januszu”. Okazało się , że oprócz szypra były na niej jeszcze: 35 letni Henryk K. i 16 letni Mateusz W. Po północy przetransportowano załogę Janusza na pokład SG – 216. Widać też było, że „Bogdan” nabiera wody. Przed 1.00, ok. 1,5 Mm na północ od Kołobrzegu nastąpiło jego zatonięcie. O 1.00 funkcjonariusze SG rozpoczęli holować do portu w Kołobrzegu „Janusza „ i „Adama”. Do wsparcia przybyła także jeszcze jedna jednostka SG - 212. Około 7.30 wszystkie zawinęły do kołobrzeskiego portu. Trzech członków załogi, którzy naruszyli zasady bezpieczeństwa żeglugi i omal nie doprowadzili do tragedii na morzu, nie podporządkowali się decyzji Kapitana Portu w Kołobrzegu oraz nie reagowali na przekazywane im sygnały łączności przez bosmanat portowy i Straż Graniczną zostali przekazani do Placówki MOSG w Kołobrzegu, której funkcjonariusze w porozumieniu z administracją morską pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Kołobrzegu prowadzą czynności procesowe w tej sprawie. Kmdr por. Grzegorz Goryński, rzecznik prasowy Komendanta Morskiego Oddziału Straży Granicznej im. płk. Karola Bacza w Gdańsku
Kurier Szczeciński: Statki PŻM na morzach. Świeta w marynarskiej mesie
Jak zwykle wiele z 72 statków Polskiej Żeglugi Morskiej znajdzie się podczas świąt na pełnym morzu - najwięcej na Atlantyku i akwenach otaczających Europę.
- Na Atlantyku będzie m.in. „Armia Krajowa”, płynąca do Boca Grande w Wenezueli i dalej - z ładunkiem rudy żelaza - do Chin. Na Oceanie Atlantyckim znajdzie się również podczas świąt „Irma”, płynąca z amerykańskiego portu Corpus Christi (Ciało Chrystusa) do Aardalstangen w Norwegii – wymienia Krzysztof Gogol, doradca dyrektora naczelnego PŻM.
Najdalej od kraju będą załogi największych peżetemowskich statków – panamaksów (74 tys. ton nośności), które pływają do portów dalekowschodnich.
- Dosłownie na środku Pacyfiku opłatkiem dzielić się będzie załoga „Orląt Lwowskich”, które płyną z ładunkiem barytów (minerał) z chińskiego portu Fang Czeng do USA. Również marynarze „Polski Walczącej” będą spędzać święta bardzo daleko od domu. Statek płynie z australijskiej wyspy Koolan z rudą żelaza do Szanghaju, a w Wigilię znajdzie się gdzieś w okolicach wysp indonezyjskich. Z kolei kapitan „Szarych Szeregów” w okresie świątecznym będzie właśnie wyruszać w długi pacyficzny rejs z indonezyjskiej Jakarty do USA – wylicza Gogol.
Jest duża szansa, na wspólną Wigilię załóg kilku frachtowców w Nowym Orleanie, który jest najczęściej odwiedzany przez jednostki PŻM.
- W czasie tegorocznych świąt Bożego Narodzenia niedaleko Bourbon Street znajdą się załogi aż czterech peżetemowskich statków: „Regi”, „Nidy”, „Odry” i „Mazur” - dodaje doradca dyrektora.
W poszukiwaniu świętego Mikołaja wyruszy w tym roku załoga statku m/s „Delia”. Jednostka wypłynęła właśnie ze Szczecina w drogę do argentyńskiego portu San Nikolas (Święty Mikołaj). Załaduje tam zboże dla amerykańskiego Cargilla.
- Radosne Boże Narodzenie będą mieli na pewno marynarze ze statku „Dorine”. Spędzą je w gorących rytmach reggae, a okazją ku temu będzie postój w porcie Rocky Point na Jamajce.
- W zupełnie innym, pełnym refleksji, nastroju ma szansę spędzić święta załoga „Irydy”. Statek 25 grudnia zawinie do izraelskiego portu Ashdod, a zatem zupełnie niedaleko od miejsca narodzenia Chrystusa. Być może marynarze znajdą czas na krótką wycieczkę do Betlejem.
Ale będą i 100-procentowi szczęśliwcy – na frachtowcach, które w święta zawiną do kraju. W Polsce spędzać będą święta załogi statków: „Rodła” - na postoju remontowym w Świnoujściu, „Kaliope” - cumująca w Szczecinie oraz m/s „Wigier” - przebywający obecnie na remoncie w Gdańsku.
- Do kraju i swoich rodzin płynie całą mocą okrętowego silnika załoga m/s „Rolnik”. Statek spodziewany jest 26 grudnia w południe na Nabrzeżu Katowickim w Szczecinie. Jeszcze szybciej, bo w pierwszy dzień świąt przed południem przybędzie do kraju załoga statku „Pomorze Zachodnie”. Jednostka będzie cumować przy Nabrzeżu Szwedzkim w Gdyni – mówi Gogol.
Za największych pechowców można natomiast uznać oficerów i marynarzy ze statku „Ziemia Zamojska”. Jednostka po załadunku w Policach ma zaplanowane wyjście w morze dokładnie w wieczór wigilijny. (kl)
Kurier Szczeciński: Nocna akcja na Bałtyku. Pogranicznicy ścigali kutry
Funkcjonariusze Morskiego Oddziału Straży Granicznej z Kołobrzegu w nocy z czwartku na piątek ścigali na Bałtyku trzy niesprawne kutry, które wbrew zakazom administracyjnym kapitanatu portu wypłynęły w morze.
- Krótko po godzinie dwudziestej zostaliśmy powiadomieni przez bosmanat o tym, że z portu, mimo zakazu i wezwań do zaprzestania żeglugi, wychodzi s/y „Janusz” holujący dwie inne niesprawne jednostki. Był to s/y „Bogdan” i s/y „Adam” – informuje rzecznik prasowy Morskiego Oddziału Straży Granicznej w Gdańsku kmdr por. Grzegorz Goryński. – Wysłaliśmy na interwencję dwie jednostki, którym jednak nie udało się zatrzymać kutra holującego pozostałe dwie łodzie.
O g. 22.30 do zatrzymania i zawrócenia nieposłusznego „Janusza” przystąpiła załoga supernowoczesnej łodzi SG – 216. Kapitan „Janusza”, manewrując niebezpiecznie i płynąc na kurs kolizyjny jednostki Straży Granicznej, próbował nie dopuścić do bezpośredniej interwencji. Doprowadziło to do poważnego zarysowania burty fabrycznie nowej jednostki Straży Granicznej. Ostatecznie funkcjonariusze dostali się na uciekający kuter. Jego załoga zabarykadowała się jednak w sterówce, kontynuując niebezpieczną podróż. Dopiero przed północą opanowano sytuację, obezwładniając załogę. Okazało się, że szyprem był 40-letni Klemens K. z Ostródy, a towarzyszyli mu 35-letni Henryk K. i 16-letni Mateusz W. Mężczyźni zostali zatrzymani.
Po pewnym czasie funkcjonariusze zauważyli, że s/y „Bogdan” nabiera wody. Chwilę później, 1,5 Mm na północ od Kołobrzegu, jednostka zatonęła. Dwie pozostałe – „Janusza” i „Adama” – przeholowano do portu.
Zamieszanie z niesprawnymi łodziami rybackimi rozpoczęło się dzień wcześniej, kiedy to kapitan Portu Kołobrzeg wydał Klemensowi K. (reprezentującemu właściciela jednostek) nakaz wykonania niezbędnych czynności w celu podjęcia z dna jednej z nich. Kapitan Portu nakazał także przycumowanie starych kutrów w bezpiecznym miejscu. Ponadto Klemens K. został wezwany do wyjaśnienia sytuacji prawnej łodzi oraz wytłumaczenia się z faktu bezprawnego wprowadzenia ich i pozostawienia w kołobrzeskim porcie. Wydano także zakaz wychodzenia kutrów w morze.
W chwili obecnej funkcjonariusze Morskiego Oddziału Straży Granicznej w porozumieniu z administracją morską i pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Kołobrzegu prowadzą czynności procesowe w tej sprawie. (pw)
Portal Morski: Chińskie stocznie coraz aktywniejsze na rynku offshore Opublikowano: 24 grudnia, 2007
Chińskie stocznie coraz aktywniej działają na rynku offshore, budując tak zaawansowane jednostki jak statki wiertnicze i jednostki FPSO. Norweski klasyfikator DNV nadzoruje obecnie budowę 13 takich jednostek w Chinach. Przykładem produktu chińskiej stoczni COSCO Dalian jest powstająca właśnie, pierwsza na świecie jednostka FDPSO (Floating, Drilling, Production, Storage and Ofloading).
Portal Morski: Holendrzy zbudują cztery patrolowce Opublikowano: 24 grudnia, 2007
Holenderska stocznia Schelde Naval Shipbuilding zbuduje dla rodzimej marynarki wojennej cztery patrolowce za łączną sumę 240 mln Euro. Wszystkie jednostki zostaną zbudowane w latach 2010 – 12 i będą przeznaczone do wypełniania zadań patrolowych na wodach terytorialnych i w strefie ekonomicznej (EEZ) Holandii, oraz Antyli Holenderskich i Aruby. Pierwsze dwie jednostki powstaną w całości w holenderskiej stoczni w Vlissingen, a dwie kolejne, w większości zbuduje stocznia Damena w rumuńskim Gałaczu.
Portal Morski: Holenderski Vroon Offshore Services (VOS) intensywnie buduje swoją pozycję na rynku offshore poprzez przejęcia innych firm. Opublikowano: 24 grudnia, 2007
W ostatnich dniach, kolejnym „łupem” Vroona stał się brytyjski armator Nomis Shipping Ltd. Nomis operuje obecni flotą 20 jednostek ERRV, 12 AHTS, średniej wielkości jednostką PSV, a także jednym statkiem DSV/ROV, którymi zarządza ze swych biur w Aberdeen i Singapurze. VOS po sfinalizowaniu umowy w styczniu 2008 przejmie całość floty, biur i ludzi Nomisa, wraz z kontraktami. W najbliższym czasie nastąpi zmiana barw dawnych statków Nomisa, które zostaną przemalowane w barwy Vroona, a dotychczasowy przedrostek „Dea” w nazwie statków zostanie zamieniony na „VOS”.
MW: Świąteczna wachta
Ponad dwa tysiące marynarzy spędzi Święta Bożego Narodzenia na służbie. Będą pełnili dyżury, wachty, służby na okrętach, lotniskach, stanowiskach dowodzenia, punktach obserwacyjnych, w zespołach awaryjnych oraz w jednostkach brzegowych. Na wszystkich okrętach pełnione będą wachty dyżurne, a w jednostkach lotniczych, brzegowych, inżynieryjnych oraz ośrodkach szkoleniowych dyżurować będą służby dyżurne, personel medyczny i techniczny oraz plutony alarmowe. W ciągłym dyżurze pozostaną systemy obserwacji brzegowej, dozoru i służby ratownicze. Nad koordynacją zadań Marynarki Wojennej w okresie świątecznym czuwać będą służby operacyjne.
Na lotnisku Marynarki Wojennej w Darłowie w ciągłej gotowości do startu będzie załoga śmigłowca ratowniczego Mi-14 PS, a w Siemirowicach dyżur w systemie rozpoznania i wsparcia krajowego systemu ratowniczego pełnić będzie załoga samolotu patrolowego M28 „BRYZA" oraz personel zabezpieczenia technicznego lotów.
Kilkudziesięciu marynarzy spędzi święta na służbie w misjach polskich kontyngentów wojskowych w Syrii, Afganistanie, Iraku i Libanie oraz w dowództwach NATO i strukturach międzynarodowych na całym świecie.
W Święta Bożego Narodzenia na okrętach i w jednostkach brzegowych szczególną rolę odegrają kucharze. Przygotują kolację wigilijną oraz posiłki na dni świąteczne, serwując tradycyjne polskie potrawy. Zgodnie z marynarską tradycją dowódcy jednostek Marynarki Wojennej odwiedzą w Wigilię załogi okrętów i dyżurujące służby jednostek brzegowych. Marynarzy pełniących w tych dniach wachtę odwiedzą także kapelani Marynarki Wojennej.
W Wigilię, o północy, w Kościele Garnizonowym w Gdyni Oksywiu dziekan Marynarki Wojennej odprawi uroczystą pasterkę. Tradycyjnie nabożeństwo odprawione zostanie w intencji Marynarki Wojennej. Podczas mszy świętej wystawione będą szopki bożonarodzeniowe wykonane przez marynarzy służby zasadniczej, które na początku stycznia zostaną zlicytowane, a dochód z ich sprzedaży przeznaczony zostanie na pomoc dla ubogich i bezdomnych.
MW: Opłatek na okrętach
Ponad dwa tysiące marynarzy spędza Święta Bożego Narodzenia na służbie. Pełnią dyżury, wachty, służby na okrętach, lotniskach, stanowiskach dowodzenia, punktach obserwacyjnych, w zespołach awaryjnych oraz w jednostkach brzegowych. W tym szczególnych dniach dyżurujące załogi okrętów, lotników i marynarzy z jednostek brzegowych MW, odwiedzili dowódcy i kapelani z tradycyjnym opłatkiem. Na wszystkich okrętach pełnione są wachty dyżurne, a w jednostkach lotniczych, brzegowych, inżynieryjnych oraz ośrodkach szkoleniowych dyżurują służby dyżurne, personel medyczny i techniczny oraz plutony alarmowe. W ciągłym dyżurze są systemy obserwacji brzegowej, dozoru i służby ratownicze. Nad koordynacją zadań Marynarki Wojennej w okresie świątecznym czuwają służby operacyjne. Dyżurujących w tych dniach marynarzy odwiedzili dowódcy i kapelani. Było łamanie opłatkiem, śpiewanie kolęd oraz wspólna modlitwa przy stołach wigilijnych. Spotkania opłatkowe odbyły się we wszystkich jednostkach MW. Są tradycyjnym, elementem obchodów Świąt Bożego Narodzenia w Marynarce Wojennej. Dowódca Marynarki Wojennej wiceadmirał Andrzej Karweta w wieczór wigilijny spotkał się z marynarzami z 13 Dywizjonu Trałowców, gdzie sam, w latach 80-tych rozpoczynał służbę zawodową. Na niszczycielu min ORP „Flaming” było wspólne dzielenie opłatkiem oraz śpiewanie kolęd. Ekumeniczną modlitwę odprawili dziekani Marynarki Wojennej wyznania rzymsko-katolickiego oraz prawosławnego.
2007-12-25 Wtorek
2007-12-26 Środa
2007-12-27 Czwartek
Gazeta Wyborcza: Tajny przekop fruwa po ulicy
Sławomir Sowula 2007-12-26, ostatnia aktualizacja 2007-12-27 10:15
Jaki będzie wpływ przekopu Mierzei Wiślanej na środowisko? Ile to będzie naprawdę kosztować? Urzędnicy bronili się przed odpowiedziami na ten temat. Tymczasem prawda o tym leżała na ulicy. Opracowanie przyniósł nam do redakcji nasz czytelnik. - Kilkanaście luźnych kartek leżało rozrzuconych na ul. Wileńskiej w pobliżu szpitala Swissmedu w Gdańsku Wrzeszczu - powiedział. - Obok nich zielona teczka z napisem "Dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Gdańsku".
Dokument nie ma strony tytułowej, ale z jego treści już po wstępnej lekturze można się domyślić, czego dotyczy. Chodzi o budowę kanału żeglugowego, który przetnie Mierzeję Wiślaną. W połowie listopada odchodzący rząd Jarosława Kaczyńskiego zaakceptował program tej inwestycji. Podano wtedy jedynie, że koszt długiego na 1200 m przekopu do 2013 r. wyniesie 417 mln zł. Budowę ze środków skarbu państwa ma prowadzić Urząd Morski. Jej wykonaniem zajmą się firmy wyłonione w przetargu.
W listopadzie, pisząc o budowie kanału, ustaliliśmy, że istnieje już opracowanie, które opisuje oddziaływanie inwestycji na środowisko. Kilkakrotnie prosiliśmy o jego ujawnienie Urząd Morski. Odmówiono nam, powołując się na tajność tego dokumentu. Udało nam się ustalić, że wstępny harmonogram prac i kosztów wraz ze środowiskowym raportem miały zostać zatwierdzone przez urząd w styczniu. Tymczasem w dokumencie, który trafił do redakcji, są fragmenty oceniające wpływ inwestycji na przyrodę mierzei i Zalewu Wiślanego. Wynika z nich, że rząd Kaczyńskiego nie miał pełnego rozeznania, decydując o wykonaniu przekopu.
Dokładniejsza lektura dokumentu znalezionego na ulicy dostarcza jednak przede wszystkim precyzyjnych danych na temat wydatków. Dotyczą one najbardziej prawdopodobnego wariantu, kiedy przekop zostanie wykonany w pobliżu miejscowości Skowronki. W opracowaniu jest mowa o tym, że kanał ma kosztować 345 mln zł. Inwestycja ma być wykonana w czterech kontraktach. Podane są koszty i czas trwania każdego z nich. Pierwszy ma pochłonąć 159 mln 700 tys. zł (śluza, kanał żeglugowy, falochrony). Kolejne odpowiednio: 33,9 mln (dwa mosty, drogi dojazdowe); 2,2 mln (pogłębianie od strony morza); 149,2 mln (tor podejściowy od strony Zalewu Wiślanego).
Ogromnym ułatwieniem dla potencjalnego wykonawcy są też koszty i kolejność wykonywania poszczególnych zadań w ramach kontraktów. I tak np. na śluzę i wrota przewidziano 37,6 mln zł i 15 miesięcy, na budowę dróg i dwóch mostów 33,9 ml zł i 15 miesięcy. Jest też dodatkowy opis poszczególnych zadań. Możemy się z niego np. dowiedzieć, że wzdłuż całego kanału będzie szeroka na 3,5 m droga serwisowa, albo że pomysłodawcy kanału przewidują wykonanie specjalnego brodu, który ma umożliwić zwierzętom przepłynięcie go wpław. Dodatkowo wiadomo też, że inwestor zapłaci 12 mln zł za wyłączenie gruntów z produkcji leśnej.
Na 6 mln zł wycenione są też straty w środowisku spowodowane inwestycją. Budowie przeciwstawiają się bowiem ekolodzy. W czerwcu br. Wojewódzka Rada Ochrony Przyrody w Gdańsku stwierdziła w specjalnej uchwale, że przekop spowoduje nieodwracalne zmiany w ekosystemie mierzei, Zalewu Wiślanego i Zatoki Gdańskiej. Budowa i sam kanał znajdować się będzie na terenie Parku Krajobrazowego Mierzeja Wiślana. Autorzy zagubionego dokumentu stwierdzają jednak, że inwestycja zarówno "w fazie budowy jak i eksploatacji nie powinna wpływać negatywnie na chronione w tych obszarach elementy przyrody". Przyznają jednak, że taka ocena to tylko ich wstępne rozeznanie.
Kurier Szczeciński: Nie ma lepszego pomysłu na gaz. Polskie LNG robi swoje
Rozmowa z Tadeuszem Zwierzyńskim, Wiceprezesem Zarządu Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa SA i Prezesem Zarządu spółki Polskie LNG Sp. z o.o.
- Trwają przygotowania do budowy terminalu LNG w Świnoujściu, w tym prace projektowe. Tymczasem ciągle nie ma ostatecznej decyzji, czy w ogóle terminal powstanie.
- Decyzje o budowie, wielkości terminalu, o kierunkach dostaw leżą w kompetencjach PGNiG. Zarówno prace studialne jak i projekt stanowią przygotowanie do ostatecznej decyzji, którą w takich przypadkach podejmuje walne zgromadzenie akcjonariuszy.
- Niedawno odbyło się walne zgromadzenie akcjonariuszy PGNiG, ale w programie posiedzenia nie było punktu dotyczącego budowy terminalu.
- Myślę, że każdy nowy rząd potrzebuje czasu, by zapoznać się z projektami, które przejmuje i na ich weryfikację. Na razie działamy w oparciu o rozporządzenie Rady Ministrów w sprawie dywersyfikacji źródeł dostaw gazu oraz o uchwały Rady Ministrów z 2006 r. w sprawie dywersyfikacji. Pewne elementy strategii PGNiG są w kompetencjach Ministerstwa Gospodarki i Ministerstwa Skarbu Państwa. Zainteresowanie tych resortów dotyczy między innymi tego, jak PGNiG wypełnia treścią strategię rządu w tej branży.
- Był pan umówiony z szefem resortu gospodarki wicepremierem Pawlakiem. Czy doszło do pańskiej rozmowy z wicepremierem?
- Spotkanie z wicepremierem i ministrem gospodarki odbyło się przed świętami. Zostały na nim przedstawione szczegóły projektu budowy terminalu LNG i dostaw gazu skroplonego do Polski. Na poziomie ogólnym koncepcja budowy terminalu obrosła w różne niedomówienia. Dlatego należy bezpośrednio przedstawiać szczegółowe kwestie związane z tzw. dywersyfikacją dostaw gazu do Polski. Spotkanie to pokazało, że podobne rozmowy są bardzo potrzebne.
- Jakie koszty poniosła do dzisiaj spółka PGNiG przygotowując się do tej inwestycji?
- Na wykonanie analizy i innych prac przygotowawczych wydano przez dwa lata około 10 mln złotych. Warto pamiętać, że nad projektem obecnie bezpośrednio pracuje już w PGNiG i PLNG zespół około 30 osób.
- Czy ci ludzie mogą stracić pracę?
- To świetni fachowcy. Przy swoich kompetencjach nie mieliby żadnego problemu ze znalezieniem pracy na rynku. Obecnie, gdy w trakcie realizacji jest wiele projektów terminali LNG (budują je między innymi Niemcy, Japończycy, Amerykanie, Koreańczycy), fachowcy w tej branży są rozchwytywani. Budowanie zespołu trwało dwa lata. Nie chciałbym, by ci ludzie szukali pracy...
- Brak umowy na dostawy gazu skroplonego LNG był argumentem przeciwko budowie terminalu w ustach jego krytyków. Na jakim etapie są negocjacje w tej sprawie?
- Tak jak już wspomniałem wszelkie prace, jakie obecnie trwają stanowią przygotowanie do podjęcia ostatecznej decyzji inwestycyjnej. Rozmowy dotyczące dostaw gazu stanowią niezbędny składnik tej decyzji. Zgodnie z harmonogramem pod koniec III kwartału 2008 r. będziemy znali już wszystkie niezbędne warunki do podjęcia ostatecznej decyzji o budowie terminalu. W najbliższym czasie również nasze rozmowy dotyczące dostaw gazu ziemnego wejdą w fazę finalną. Te wszystkie sprawy wynikają z harmonogramu naszego przedsięwzięcia. Właśnie w III kwartale 2008 r. PGNiG będzie dysponował wszystkimi niezbędnymi do wydania decyzji o pozwoleniu na budowę dokumentami, w tym o uwarunkowaniach środowiskowych. Jednym z nich będzie również tzw. umowa przyrzeczenia dostaw gazu skroplonego (LNG) zawarta z dostawcą. Umowa ta jest niezbędna do podjęcia decyzji inwestycyjnej przez Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy PGNiG. Obecnie na świecie budowane są nowe oraz rozbudowywane istniejące terminale eksportowe gazu skroplonego i dlatego specjaliści od międzynarodowego rynku gazu przewidują pozytywne zmiany na rynku LNG dla kupujących od 2013 roku.
- Czy w związku z tym nie należy się spodziewać rządowego "nie" dla terminalu?
- Robimy wszystko, by decyzja, która będzie podjęta miała bardzo dobrą podstawę. Jak dotąd projekt toczy się zgodnie z zakładanym harmonogramem.
- Z Gdańska też słychać głosy, że u nich terminal byłby tańszy...
- Projekt terminalu w Gdańsku dotyczy budowy terminalu wyspowego, który jest znacznie droższym rozwiązaniem, a czas jego realizacji jest znacząco dłuższy od projektu obecnie realizowanego. Istnieje również projekt tzw. terminalu pływającego – rodzaju platformy, która pełniłaby funkcję terminalu. To rozwiązanie z kolei wymaga wybudowania magazynu gazu ziemnego o pojemności około 300 mln m sześc., który gwarantowałby niezakłócony i równomierny odbiór gazu z platformy regazyfikacyjnej. Ten temat został już sprawdzony. Projekt pływającego terminalu nie jest alternatywą dla Świnoujścia.
- Dziękuję za rozmowę. Roman K. Ciepliński
Kurier Szczeciński: Engelhardt do infrastruktury. Pokieruje koleją
Po synu wiceprezesa zachodniopomorskiego PSL Andrzeju Dysze, który otrzymał już nominację na podsekretarza stanu w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi, działacze PSL w regionie chętnie widzieliby też swego człowieka w resorcie infrastruktury.
Obecnie resort infrastruktury ma czterech podsekretarzy stanu. Są nimi: Barbara Kondrat, Anna Wypych-Namiotko, Olgierd Dziekoński i Andrzej Panasiuk. W najbliższym czasie ma dołączyć do nich prof. Juliusz Engelhardt z Wydziału Zarządzania i Ekonomiki Usług Uniwersytetu Szczecińskiego. Kieruje katedrą ekonomiki przedsiębiorstw. Na stanowisko jednego z wiceministrów zdecydowali się go rekomendować ludowcy z naszego regionu. Odpowiadałby za sprawy kolejnictwa. Engelhardt jest wiceprzewodniczącym rady nadzorczej PKP SA. Ma 52 lata. Na początku kariery naukowej związany był z Politechniką Szczecińską, a od 1985 r. z Uniwersytetem Szczeciński. Związany był też z Wyższą Szkołą Integracji Europejskiej (WSIE). Jest autorem (współautorem) monografii, podręczników akademickich, referatów i ekspertyz. Brał udział w projektach badawczych poświęconych zarówno zagadnieniom kolejowego transportu towarowego, jak i pasażerskiego. Pracował jako ekspert na zlecenie komisji sejmowych, zajmujących się problematyką transportu kolejowego. W latach 1994-96 był zastępcą dyrektora generalnego PKP. W latach 1996-98 pracował w radzie PKP I kadencji jako ekspert ds. ekonomiczno-finansowych. Uczestniczył w opracowywaniu projektów związanych z planami restrukturyzacji i prywatyzacji PKP oraz doradzał spółce w sprawach finansowych. Posada wiceministra odpowiedzialnego za kolej jest jedną z ostatnich nieobsadzonych w rządzie Donalda Tuska. Nominacja dla Engelhardta to na razie wciąż nieoficjalna informacja, ale wszystko wskazuje na to, że obejmie on fotel podsekretarza stanu 2 stycznia. (mir)
Kurier Szczeciński: Święta w portach
Tradycyjnie w okresie świątecznym ruch statków w portach u ujścia Odry był mniejszy niż zwykle. Dokerzy odpoczywali przy świątecznych stołach, a dyspozytorzy terminali portowych mieli w związku z tym mniej pracy.
- Ruch jest mniejszy. W normalny dzień do zespołu portów Szczecin i Świnoujście zawija co najmniej 20 jednostek. Niekiedy bywa, że przypływa ich 15, a w inne dni nawet 30 – wyliczał w Wigilię Jerzy Kwiatkowski, główny dyspozytor w Zarządzie Morskich Portów Szczecin i Świnoujście.
J. Kwiatkowski pracuje w porcie już prawie pół wieku, a głównym dyspozytorem jest lat jedenaście. Kieruje działem koordynacji i obrotu portowego, w którym pracują starsi dyspozytorzy zmianowi.
Według portowej informacji, w Wigilię przy portowych nabrzeżach cumowało - w Szczecinie 15 statków, a w Boże Narodzenie już o cztery mniej, zaś w Świnoujściu – 3 frachtowce, a 25 grudnia o jeden mniej.
Na rufach jednostek które przez święta stały w portach w Szczecinie i Świnoujściu powiewały bandery m.in. takich krajów jak: Antigua, Rosja, Holandia, Barbados, Norwegia, Cypr.
Z większych statków w Wigilię w morze wyszedł tylko frachtowiec „Opal” szczecińskiej Euroafriki. Podąża w kierunku Afryki Zachodniej. W drugi dzień świąt z Polic w morze miała wyjść „Ziemia Zamojska”, której armatorem jest PŻM. Natomiast do Szczecina miał dopłynąć „Rolnik” tego samego armatora.
- Generalnie w święta pracownicy przeładunkowi nie pracują - mówi Andrzej Malerowicz, dyspozytor terminalu Ewa, którym zarządza portowa spółka Drobnica - Port Szczecin. - Zdarza się jednak, że podczas świąt pracujemy; gdy statek przywiezie ładunek pilny.
Tegoroczna zimowa aura, podobnie jak w poprzednich latach, jest dla portowców łaskawa. - Ostatnia w miarę sroższa zima była trzy lata temu. Lecz nie może się ona równać do kilku innych z lat siedemdziesiątych - wspomina J. Kwiatkowski. - Wtedy cały port był zamarznięty, a ruch wstrzymany.
Jego dział koordynacji i obrotu portowego ZMPSiŚ czuwa oczywiście nad ruchem statków. Zajmuje się także odpadami statkowymi - pilnuje, aby kapitanowe jednostek zgłaszali, że mają je na pokładzie i żeby ewentualnie były one zdawane w porcie. Ponadto dział dba o wprowadzanie danych o ruchu jednostek do VTS, systemu kontroli ruchu statków na akwenach o zwiększonym natężeniu żeglugi - szczególnie w wąskich przejściach, jak tor wodny Szczecin - Świnoujście.
Dla dyspozytorów święta skończyły się już wczoraj, bo - jak mówi A. Malerowicz - w drugi ich dzień przygotowywali plan pracy na dziś. (kl)
Portal Morski / Gazeta Wyborcza: Sprzęt wojskowy z Iraku w szczecińskim porcie Opublikowano: 27 grudnia, 2007
Śmigłowce, pojazdy wojskowe i kontenery ze sprzętem wojskowym z Iraku przeszły przez szczeciński port tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Transport ze statku MV Geise został rozładowany na nabrzeżu czeskim. W sumie było to 65 jednostek sprzętowych Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Iraku. - Kontyngent w Iraku jest coraz mniej liczebny, ma inne zadania, więc część maszyn jest tam naszemu wojsku już niepotrzebna - mówi por. Andrzej Pindor, oficer prasowy szczecińskiej Wojskowej Komendy Transportu. Na pokładzie statku były m.in. śmigłowce: bojowy Mi-24D i transportowy Mi-8. Wycofanie dwóch śmigłowców nie jest przypadkowe. To właśnie takie dwie maszyny minister obrony narodowej Bogdan Klich obiecał wysłać na przygotowywaną właśnie operację europejskiej misji wojskowej w Czadzie, w której wezmą udział Polacy. Śmigłowce muszą zostać najpierw poddane gruntownemu remontowi. Wycofywanie sprzętu z Iraku będzie trwało dalej, komenda szczecińska transportu szykuje się już do kolejnych operacji przeładunkowych tuż po Nowym Roku.
Portal Morski / Gazeta Wyborcza: Czemu przez Gdańsk popłynie mniej ropy z Rosji? Opublikowano: 27 grudnia, 2007
Na początku przyszłego roku spadnie tranzyt rosyjskiej ropy naftowej przez Gdańsk. Czy to efekt zagadkowego sporu o warunki tranzytu, czy też polityki Moskwy ograniczającej eksport ropy horrendalnie wysokimi cłami?
Naftoport w Gdańsku to jeden z ważniejszych ośrodków eksportu ropy na Morzu Bałtyckim. Do terminalu surowiec dopływa ropociągiem Przyjaźń ze Wschodu, a po załadowaniu na tankowce płynie do odbiorców na całym świecie. Plany dostaw ropy do Naftoportu określa co kwartał rosyjski państwowy koncern Transnieft, monopolista w obsłudze rosyjskich ropociągów.
W pierwszym kwartale 2008 r. Transnieft przewiduje tranzyt przez Gdańsk 1,03 mln t ropy, prawie dwa razy mniej niż w ostatnim kwartale 2007 r., kiedy polski terminal wyeksportował rekordowe 2,1 mln t surowca - podała agencja Reuters. Przy tym prawie 85 proc. ropy, która na początku przyszłego roku popłynie przez Naftoport, dostarczy Kazachstan. Spadek tranzytu dotyczy ropy z Rosji. Dla polskich rafinerii nie zabraknie rosyjskiej ropy - Transnieft przewiduje niewielki wzrost jej dostaw do Płocka i Gdańska. Nieznacznie wzrośnie też tranzyt rosyjskiego surowca przez Polskę do Niemiec.
Dlaczego zostanie przykręcony tranzytowy kurek do Gdańska? Powołując się na rosyjskie firmy handlujące ropą, Reuters sugerował początkowo, że to skutek nieporozumień między rosyjskimi koncernami paliwowymi a koordynującą tranzyt ich surowca przez Naftoport firmą Mercuria Energy Group (dawniej grupa J & S). Później Reuters poinformował, że Mercuria ma pretensje o brak uzgodnień warunków tranzytu do polskiego PERN Przyjaźń. Ta państwowa firma jest właścicielem polskiej części ropociągu Przyjaźń, a także głównym udziałowcem Naftoportu. "Mimo zbliżającego się końca roku nie mamy jasności co do warunków PERN dotyczących tranzytu ropy w roku 2008. Już od stycznia b.r. staraliśmy się osiągnąć porozumienie z PERN w tej sprawie. Taka sytuacja ma miejsce po raz pierwszy. Wprowadza to niepewność na rynku i uniemożliwia nam zadeklarowanie, czy w I kwartale 2008 tranzyt ropy przez gdański Naftoport w ogóle będzie możliwy" - napisał w oświadczeniu wydanym przed świętami Bożego Narodzenia David Ensor, wiceprezes Mercurii ds. strategii i komunikacji.
O co konkretnie chodzi, strony nie chcą ujawnić. - Nie możemy udzielić szczegółów na temat warunków tranzytu, gdyż są przedmiotem negocjacji - ucina Janusz Leszczyński z firmy MDI Strategic Solutions, która zajmuje się obsługą prasową Mercurii. Komentarza odmówił też Krzysztof Zalewski, pełnomocnik zarządu PERN.
Jednak w I kwartale przyszłego roku spadnie eksport rosyjskiej ropy nie tylko przez Gdańsk. Konstantin Batunin z Alfa-Banku tłumaczył dziennikowi "Kommiersant", że to skutek rosyjskiej polityki celnej. Od grudnia cło na eksport ropy z Rosji wzrosło z 250,3 dol. do rekordowej wysokości 275,4 dol. za tonę surowca. A w lutym i marcu wzrośnie nawet do ponad 330 dol. za tonę ropy!
Tak gigantyczne stawki ustalono na podstawie gwałtownie rosnących do listopada cen ropy na świecie. Jednak w grudniu ceny tego surowca zaczęły spadać i rosyjskim kompaniom nie opłaca się zwiększać eksportu. Po spadku cen i przy horrendalnie wysokich cłach ich zyski z eksportu będą mizerne - oceniał Batunin. Odwrotnie było w październiku i listopadzie, kiedy ceny ropy na świecie rosły jak szalone, a rosyjskie koncerny już oczekiwały wzrostu ceł od grudnia. Rosyjscy nafciarze zwiększali wtedy zyski, zwiększając eksport nawet kosztem dostaw na rodzimy rynek. Ta właśnie sytuacja może tłumaczyć, dlaczego w ostatnim kwartale tego roku tranzyt przez Naftoport bił rekordy.
Przy mniejszych zlecenia z Rosji polski Naftoport ma za to szanse na większe przeładunki ropy spoza Rosji, gdzie fiskus jest mniej pazerny. W zeszłym tygodniu prezydent Kazachstanu Nursułtan Nazarbajew uzgodnił z Putinem podwojenie tranzytu kazachskiej ropy przez Rosję, z 10 do 20 mln t rocznie. Część tego dodatkowego surowca może popłynąć przez Gdańsk, który już teraz wyrasta na główną arterię eksportu kazachskiej ropy przez Bałtyk. Andrzej Kublik
Portal Morski / Głos szczeciński: Świnoujście przeklina Schengen Opublikowano: 27 grudnia, 2007
Wczoraj na przeprawie promowej "Karsibór" w Świnoujściu trzeba było czekać ponad godzinę. Polscy kierowcy przeklinali wejście Polski do strefy Schengen. Niemcy byli przekonani, że sytuację spowodowały tymczasowe awarie.
Od momentu naszego wejścia do strefy Schengen, ruch na granicy i promach gwałtownie wzrósł. Mieszkańcy Świnoujścia boją się, że miasto nie znajdzie wyjścia z tej sytuacji. Do budowy tunelu daleko. A na więcej promów, które rozładowałyby kolejki, Świnoujścia nie stać.
Stoją dłużej niż w sezonie
W Świnoujściu są dwie przeprawy promowe. Jedna w centrum miasta, na której kursują promy "Bielik". Udostępniona jest tylko dla kierowców ze specjalnymi identyfikatorami. Mają je mieszkańcy Świnoujścia a także osoby prowadzące w mieście działalność gospodarczą. Druga przeprawa "Karsibór" przeznaczona jest dla turystów i gości a także kierowców ciężarówek (powyżej 2,2 tony).
Przed świętami na obu przeprawach (w weekendy na "Bieliki" wpuszczani są wszyscy kierowcy) były ogromne kolejki. Tak z jednej, jak i drugiej strony. Ze Świnoujścia jechali niemieccy kierowcy, którzy chcieli wydostać się z miasta. Z drugiej strony mieszkańcy Międzyzdrojów, Kamienia Pomorskiego czy Wolina, którzy chcieli pojechać do naszych zachodnich sąsiadów. I przede wszystkim (po obu stronach przeprawy) tłumy ludzi, którzy wyjeżdżali bądź przyjechali na święta.
- Przyjeżdżamy do Świnoujścia kilka razy w roku, do mojej siostry - mówi Roman Więconek, który z rodziną czekał na prom prawie półtorej godziny. - Problemy z przeprawą były latem. W święta jakoś się jechało. A teraz jest gorzej niż w sezonie!
- My wyjechaliśmy z Gdańska raniutko, żeby być wcześniej - dodaje Krzysztof Gruzda, kierowca z Trójmiasta. - Specjalnie wzięliśmy wolne z żoną w pracy. 4 godziny w trasie i... grubo ponad godzinę przed promem.
Myśleli, że to awaria
Rozmawialiśmy także z niemieckimi kierowcami. Część z nich była przekonana, że kolejki spowodowała chwilowa awaria.
- Czekamy cierpliwie, bo pewnie coś się popsuło - tłumaczył Martin z Zirchow na wyspie Uznam.
Nasz rozmówca nie mógł uwierzyć, gdy powiedzieliśmy, że wszystko jest w porządku a kolejki na przeprawach są bolączką mieszkańców miasta od dawna. Teraz zwiększyły się ze względu na otwarcie granic.
Ratunek w trzecim promie
Przeprawa promowa jest finansowana z budżetu państwa. Dodatkowo Żegluga Świnoujska, która obsługuje przeprawę, otrzymuje dofinansowanie z miasta. Pracownicy ŻŚ mówią, że nie byłoby problemu, gdyby dołożyć dodatkowe promy.
- Miesięcznie kolejny "Bielik" to koszt około 112 tysięcy złotych - mówił Leszek Paprzycki, dyrektor żeglugi. - Niemalże połowa z tego to pieniądze na paliwo.
Prezydent tłumaczy, że nie może tych pieniędzy dołożyć z budżetu miasta.
- W tym roku dyrektor ŻŚ wystąpił do nas o dodatkowe 1,3 miliona złotych na paliwo i remonty jednostek - mówi Janusz Żmurkiewicz. - W ubiegłym roku dołożyliśmy ponad 2 miliony.
Dlatego prezydent Świnoujścia złożył wniosek do ministra finansów o dodatkowe pieniądze na przeprawę.
Tylko tunel
Wszyscy z niecierpliwością czekają na rozpoczęcie budowy tunelu. Raz na zawsze rozwiązałaby problem kolejek i drogiej przeprawy. Prezydent Świnoujścia Janusz Żmurkiewicz w październiku podpisał mowę z dyrektorem szczecińskiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad Lechem Bartnikiem w sprawie realizacji inwestycji tunelu pod Świną.
- Machina ruszyła - mówi prezydent. - Jest już ogłoszony przetarg na studium wykonalności stałego połączenia.
Nasz komentarz
Anna Starosta
- Najlepszym rozwiązaniem jest oczywiście budowa stałej przeprawy. Ale to nie stanie się szybko. W dodatku do miasta dochodzą informacje, że tunel może przegrać z inną dużą wojewódzką inwestycją - budową obwodnicy zachodniej Szczecina. Obawy są, bo o stałej przeprawie w Świnoujściu mówiono jeszcze za poprzednich rządów a obwodnicę obiecują politycy PO. Świnoujściu potrzeba zatem dwóch rzeczy - dodatkowych pieniędzy na poprawę sytuacji na promach i potwierdzenia tunelowych planów.
Dziennik Bałtycki: Rybacy chcą zmian w podziale limitów na dorsze 27.12.2007
Rybacy ze Związku Rybaków Polskich chcą, aby od stycznia przyszłego roku limity połowowe na dorsze były przyznawane w systemie tygodniowym, a nie jak obecnie raz na cały rok. Ich zdaniem system ten pozwoli rybakom na bardziej racjonalne planowanie połowów. Pismo w tej sprawie trafiło już do Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Urzędnicy nie podjęli jeszcze żadnej decyzji w tej sprawie.
W 2008 roku polscy rybacy będą mieli do odłowienia niewiele ponad 10 tysięcy ton dorszy. Wstępne limity są już ustalone. Wiadomo, że w porównaniu z tym rokiem będą mniejsze o około 2 tys. ton. Do tego zapewne trzeba będzie doliczyć dorsze, które Unia Europejska odliczy nam za 2007 rok, kiedy limit przełowiliśmy trzykrotnie. Nie jest jednak jeszcze ustalone, ile dorszy w skali roku będziemy musieli "oddać", czyli nie odłowić.
- Wnioskowaliśmy, aby przełowione dorsze odliczać nam od limitów połowowych przez 5 do 7 lat. Jednak Komisja Europejska nie zgadza się na takie rozwiązanie i chce, abyśmy spłacili "nasz dług" najpóźniej do 2010 roku - mówi Kazimierz Plocke, wiceminister do spraw rybołówstwa w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi. - To oznacza, że przyszłoroczne limity będą jeszcze mniejsze.
O tym, że przyszłoroczne limity będą mniejsze, wiedzą również rybacy ze Związku Rybaków Polskich. Dlatego napisali do ministra wniosek o zmianę podziału ryb.
- Wzorem większości krajów skandynawskich należałoby wprowadzić limit tygodniowy przyznawany na poszczególne statki w zależności od typu i wielkości - czytamy we wniosku złożonym przez związek. - Takie rozwiązanie pozwoliłoby na bardziej racjonalną i czytelną gospodarkę kwotami połowowymi, sprawiłoby, że kwoty byłyby w pełni wykorzystane . Dzisiaj mamy taką sytuację, że Komisja Europejska zarzuciła wszystkim przekroczenie przyznanej kwoty połowowej, podczas gdy zarzut ten mógłby dotyczy tylko niewielkiej liczby jednostek rybackich, tych, które były kontrolowane.
Rybacy twierdzą również, że duża liczba armatorów nie odłowiła posiadanego limitu z różnych względów, ale w większości byli to armatorzy poławiający łososie.
- Są armatorzy, którzy nie odłowili w ciągu roku ani jednej tony - przekonuje Jerzy Wysoczański, prezes Związku Rybaków Polskich. - Wielu, gospodarując kwotami, planuje wykorzystanie kwot na cały rok pracy i w ostatnim kwartale roku, kiedy jest okres jesienno- zimowych sztormów, nie odławia przyznanych kwot ze względów pogodowych. Polska jest obecnie jedynym krajem na Bałtyku, który stosuje system indywidualnych, rocznych kwot połowowych. Naszym zdaniem to właśnie ten system jest przyczyną wielu napięć i niepokojów w środowisku rybackim.
Rybacy chcą również, aby łódki rybackie, których długość nie przekracza 8 metrów, zostały całkowicie zwolnione z limitowych połowów na dorsze. Na początku przyszłego roku ma się odbyć spotkanie środowisk rybackich, na którym będzie omawiany podział limitu. Hubert Bierndgarski - POLSKA Dziennik Bałtycki
Głos Szczeciński: Region > Unijne miliony dla rybaków mogą przepaść
- Nasi rybacy nie chcą milionów z unijnej kasy - alarmują urzędnicy z ministerstwa rolnictwa. - Pieniądze leżą na koncie. Chętnych na nie brak. Lada chwila te pieniądze wrócą do Brukseli.
W czym rzecz? Pozostało niewiele ponad rok na wydanie i rozliczenie pieniędzy. Tymczasem z 360 mln zł zarezerwowanych w Sektorowym Programie Operacyjnym „Rybołówstwo”, wydaliśmy do tej pory zaledwie 47 procent. Mało tego. Na przykład na odnowę i modernizację floty rybackiej udało się wypłacić tylko 2 proc. dostępnej kwoty. Już podpisane umowy opiewają jedynie na 15 proc. I nie widać rybaków zgłaszających się po więcej.
Z goła inaczej sprawa przedstawia się, jeżeli chodzi o złomowanie kutrów. Ta forma pomocy przy odejściu z zawodu cieszyła się wielkim zainteresowaniem wśród rybaków. Pieniądze się już skończyły, a jeszcze niezrealizowane zobowiązania wobec rybaków opiewają na ponad 70 mln złotych.
Urzędnicy liczą, że uda się jeszcze uratować miliony, na przykład na modernizację statków połowowych.
- Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, w którego gestii leżą teraz dalsze losy programu, musi podjąć zdecydowane działania. Trzeba się jednak spieszyć, bo czas błyskawicznie ucieka - przekonuje Jerzy Kwieciński, wiceminister rozwoju regionalnego.
To nie ostatni absurd wokół pomocy finansowej dla polskiego rybołówstwa. Rybacy walczą o dorszowe limity, straszą odejściem z zawodu i rozpaczają nad brakiem kasy, a pieniądze przeznaczone na rekompensaty z tytułu dorszowych zakazów i wspieranie rybaków, którzy zmienili profesję, leżą odłogiem. Do tej pory wykorzystano zaledwie nieco ponad 30 proc. z 6 mln zł przeznaczonych na ten cel.
2007- 12-28 Piątek
Portal Morski / Gazeta Wyborcza: PŻM zbuduje w Japonii kamsarmaksy Opublikowano: 28 grudnia, 2007
Polska Żegluga Morska podpisała z japońską stocznią Tsuneishi kontrakt na budowę dwóch dużych masowców. Będą to tzw. kamsarmaksy, czyli statki, które mogą wchodzić do afrykańskiego portu Kamsar w Gwinei (Gwinea jest drugim na świecie eksporterem boksytu). PŻM zajmuje się m.in. transportem tej skały (używanej w przemyśle metalurgicznym i cementowym). Dwa masowce zbudowane dla szczecińskiego armatora będą miały ponad 200 m długości i nośność 82 tys. DWT. Jednostki będą zbudowane za pięć-sześć lat. PŻM podpisanie kontraktu traktuje jako sukces, bo przy obecnym boomie na rynku okrętowym, ulokowanie zamówienia w stoczniach nie jest proste. Japońska stocznia Tsuneishi jest na dodatek znana z nowoczesnych konstrukcji. Masowce dla PŻM-u będą miały aerodynamiczną sylwetkę, która pozwala zredukować ilość spalanego paliwa.
Kurier Szczeciński: Nie tylko Schengen. Promowe okno na świat
Po wejściu do strefy Schengen porty w Szczecinie i Świnoujściu nadal pozostały zewnętrzną granicą państwa z kontrolami na starych zasadach. Zupełnie inny status ma jedynie terminal promowy w Świnoujściu. Na promy spoza strefy czeka w nim jednak wybudowane za unijne pieniądze specjalne przejście.
Morskie porty to jedne z nielicznych w naszym regionie miejsc, w których po wejściu do strefy Schengen niewiele się zmieniło.
- Do portu wpływają statki spoza strefy, które podlegają pełnej odprawie granicznej. Trafiają tu ładunki drobnicowe i masowe z całego świata. Nadal mamy więc na terenie portu Urząd Celny, Straż Graniczną, inspekcję weterynaryjną i inne służby odpowiedzialne za ruch graniczny - wyjaśnia Władysław Lisewski, wiceprezes Zarządu Morskich Portów w Szczecinie i Świnoujściu.
Inaczej sytuacja wygląda w terminalu promowym w Świnoujściu. Obsługuje on obecnie tylko połączenie promowe na trasach z Polski do Skandynawii, więc ruch odbywa się tu bez kontroli granicznych.
Zarząd portu ma jednak nadzieję, że wkrótce się to zmieni. Przyjmowanie pasażerów i ładunków spoza strefy ma umożliwić nazywane „no Schengen” specjalne przejście graniczne wybudowane na terenie terminalu, które spełnia wszystkie wymogi stawiane tego typu obektom. Kosztująca 3 mln zł inwestycja w 100 proc. została sfinansowana przez Unię Europejską.
- Myślimy o uruchomieniu połączeń promowych z portami spoza strefy Schengen, np. Sankt Petersburgiem w Rosji. Zależy nam na tym, żeby pływały na nim promy typu ro-ro, czyli takie, które oprócz pasażerów mogą zabierać TIR-y. Mogłoby to odciążyć połączenia drogowe przez nasz kraj z Zachodu na Wschód. Potrzebne są jednak dodatkowe ustalenia międzypaństwowe w tej sprawie. Tego typu połączenie trzeba by też wypromować wśród przewoźników, którzy na razie w tym kierunku preferują transport drogowy - ocenia Władysław Lisewski. (mak)
Portal Morski / Głos szczeciński: Albo promy, albo oświata Opublikowano: 28 grudnia, 2007
95 złotych brutto podwyżki domagają się pracownicy obsługujący przeprawy promowe.
Ich żądania mogą spowodować obniżenie przyjętych już pensji w oświacie.
Andrzej Jercha ze związków zawodowych w Żegludze Świnoujskiej mówi, ze on i jego koledzy zostali pominięci przy ustalaniu najniższych pensji na przyszły rok w zakładach budżetowych.
- Radni ustalili, ze od stycznia najniższe wynagrodzenie będzie wynosić 50 procent średniej pensji krajowej - mówi. - Oznacza to, że na przykład w oświacie pensja będzie wynosiła 563 złote brutto. Za każdym razem, jak średnia krajowa będzie rosła, to ich pensje też. Ale o nas nie ma tam ani słowa. My mamy zapisaną konkretną kwotę. W tej chwili 468 złotych.
W styczniu na sesji
Związkowcy z żeglugi wywalczyli u przewodniczącego rady miasta, że sprawa stanie na nadzwyczajnej sesji 10 stycznia.
Prezydent Janusz Żmurkiewicz mówi, że oświacie zmieniono zasady ustalania pensji, bo wynagrodzenia były tam najniższe. Nie wyobraża sobie, aby pracownicy żeglugi byli wynagradzani na tych samych zasadach. Twierdzi, że miasta na to nie stać.
Przynajmniej milion
- Ustalenie wynagrodzeń w żegludze na takich samych zasadach, jak w oświacie, to katastrofa dla naszego budżetu - mówi. - Średnia krajowa rośnie jak na drożdżach. My w budżecie na cały rok mamy konkretna kwotę na podwyżki. Podwyżki dla żeglugi przy każdym wzroście średniej krajowej, doprowadzą nas do ruiny.
Jak mówi, tylko na podwyżkę dla pracowników ŻŚ od stycznia potrzeba byłoby milion złotych.
- Oni od podstawy mają liczone wszystkie dodatki, nadgodziny. To niemal ich druga pensja - dodaje prezydent.
Wszystkim po równo
Jeśli do styczniowej sesji nic się nie zmieni, to radni będą głosować nad uchwałą wyrównującą pensje we wszystkich zakładach budżetowych. Zgodnie z nią, stawka ma być naliczona kwotowo, a nie procentowo. To dla pracowników oświaty oznacza gorsze warunki, niż dostali kilka tygodni temu. Komentarz Hanna Lachowska
W piątek pracownicy żeglugi długo nie mogli dogadać się w urzędzie, aby ich pensje omawiano na najbliższej sesji. Udało się , gdy pokazali, że mogą sprawić, iż na przeprawach utworzą się olbrzymie kolejki. Promy "Karsibór" zabierały o 30-35 samochodów mniej. Sytuację pogorszyło otwarcie granic i Niemcy, którzy chcieli przeprawić się promem. Jeśli po styczniowej sesji pracownicy żeglugi nie dostaną podwyżek, to kolejki na prom mogą się powtórzyć
Gazeta Wyborcza: Galeon stanie przy skwerze Kościuszki
Katarzyna Fryc 2007-12-28, ostatnia aktualizacja 2007-12-28 17:44
Gdyni przybyła nowa atrakcja - stylizowany galeon korsarski Dragon, który zacumował przy skwerze Kościuszki. Na jego pokładzie jest bar, w którym można za darmo spędzić noc sylwestrową Przed paroma laty w Gdyni dużą popularnością cieszył się statek Wiking - pływająca restauracja stylizowana na średniowieczną łódź wikingów. Teraz jego miejsce zajął Dragon przypominający galeon korsarski, który cumuje już przy skwerze Kościuszki (naprzeciwko Akwarium Gdyńskiego), ale jego oficjalne otwarcie zaplanowano w sylwestra o godz. 20 (wstęp wolny).
- Mamy nadzieję, że dzięki dobrej muzyce, malowniczej scenerii i świetnej atmosferze nasi goście polubią to miejsce tak, jak przed laty prowadzonego przez nas Wikinga. Chcemy, by było to miejsce dobrego wypoczynku i spotkań towarzyskich, które uzupełni istniejącą w Gdyni bazę klubowo-gastronomiczną - mówią Jerzy Żychowski i Jerzy Olszewski, szefowie firmy Dobra Keja, która jest właścicielem Dragona. - Obecność galeonu w Gdyni wcale nie jest przypadkowa. Bo choć to młode miasto nie pamięta czasów wielkich galeonów, to na dnie Zatoki Gdańskiej niedaleko Orłowa leżą szczątki szwedzkiego galeonu "Solen", który został zatopiony w bitwie pod Oliwą w listopadzie 1627 r. - przypominają. Autorem dekoracji na statku jest artysta Sławomir Cupiał. - Dragon jest stylizowany na hiszpański, siedemnastowieczny galeon. Zdobią go rzeźby i reliefy w konwencji barokowej - opowiada. Gdyński Dragon to statek wycieczkowy, przeznaczony do rejsów turystycznych, także w sezonie zimowym. Ma 45 m długości, szerokość 8,20 m, 4 maszty i może zabrać 250 pasażerów. Oprócz pokładu otwartego ma też salę na dolnym poziomie, gdzie znajduje się bar. Jest też pomieszczenie, gdzie zgromadzono trofea bitewne, beczki z prochem, kule armatnie oraz... skarb z kosztownościami.
Portal Morski: Cztery jednostki wiertnicze dla Samsunga Opublikowano: 28 grudnia, 2007
Koreański Samsung ogłosił zdobycie kontraktów na budowę czterech jednostek wiertniczych, o łącznej wartości 2,4 mld $. Dwie z nich to półzanurzalne platformy wiertnicze, które za sumę 1,15 mld $ powstaną dla nieokreślonego odbiorcy rosyjskiego. Dwie kolejne jednostki to statki wiertnicze które zostaną zbudowane dla odbiorców z amerykańskich i afrykańskich.
Gazeta Wyborcza: Rośnie ruch na autostradzie A1
Mikołaj Chrzan 2007-12-28, ostatnia aktualizacja 2007-12-28 17:18
Coraz więcej aut jeździ po nowo otwartym odcinku autostrady A1, między węzłami Rusocin a Swarożyn. Gdańsk Transport Company - na podstawie wydanej przez rząd koncesji - buduje autostradę między Gdańskiem a Grudziądzem (a bardziej precyzyjnie - między węzłami Rusocin i Nowe Marzy). Budowa rozpoczęła się w 2005 r., a cała 90-kilometrowa droga będzie otwarta najpóźniej do końca listopada 2008 r. Ale od 22 grudnia 25-kilometrowy fragment autostrady - między węzłami Rusocin a Swarożyn - jest już dostępny dla kierowców. - W dniu otwarcia autostradą przejechało ok. 9 tys. pojazdów. Dzień później ruch był podobny - informuje Ewa Łydkowska ze spółki GTC. W czwartek - pierwszy dzień po świętach - ruch był już większy, autostradą przejechało już ok. 10 tys. samochodów. Dla porównania - obwodnicą na odcinku między węzłami Karczemki (przy Auchan) a Wysoką (przy Centrum Handlowym Osowa) jeździ ok. 20 tys. samochodów na dobę. - Ale w przypadku obwodnicy to średnie dane dla całego roku, a musimy pamiętać, że liczba samochodów na drogach w okresie świąteczno-noworocznym - a właśnie w takim okresie mierzono ruch na autostradzie - jest znacznie mniejsza niż w zwykły, powszedni dzień - mówi Franciszek Rogowicz, dyrektor gdańskiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Niewiele pracy na autostradzie mieli na razie policjanci. - Nie było wypadków, mamy tylko informacje o dwóch kolizjach. Przyczyną było przedostanie się bezpańskich psów na autostradę. Wyjaśniane jest to, w którym miejscu udało im się przedostać przez otaczającą autostradę siatkę, bo nie chcemy, by takie sytuacje się powtórzyły - mówi nadkomisarz Janusz Staniszewski, szef wydziału ruchu drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku. Dzięki otwarciu autostrady możliwy będzie remont drogi krajowej nr 1, czyli 11 km między Pruszczem Gdańskim a Pszczółkami. Wstępnie koszt tego remontu wyceniany jest na 90 mln zł.
Gazeta Wyborcza: Trasa S3 jednak powstanie
Mariusz Rabenda 2007-12-28, ostatnia aktualizacja 2007-12-28 18:42
Budowa jednego z trzech odcinków drogi ekspresowej Szczecin - Gorzów rozpocznie się z poślizgiem. Prace na wszystkich trzech odcinkach trasy S3 (ze Szczecina do Parnicy, z Parnicy do Renic i z Renic do Gorzowa) miały ruszyć jednocześnie. Przy dwóch ostatnich roboty już się zaczęły, tymczasem na zbudowanie pierwszego do tej pory nie ma umowy. Przetarg na jego wykonawcę Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad ogłosiła w lutym. W połowie grudnia prezes Urzędu Zamówień Publicznych nakazał GDDKiA unieważnienie konkursu i ponowny wybór firmy budowlanej. Powód: rozbieżności w tłumaczeniu z języka polskiego na angielski dokumentów dotyczących wadium. - Ale przeprowadzenie całej procedury od początku trwałoby kolejne miesiące i po naszych wyjaśnieniach, tuż przed świętami prezes UZP wyraził zgodę na podpisanie umowy z wykonawcą, który złożył najkorzystniejszą ofertę - mówi Iwona Stępień-Pilipczuk, zastępca dyrektora zachodniopomorskiego oddziału GDDKiA. Jest to konsorcjum, na którego czele stoi firma Kirchner. Wraz z Kirchnerem drogę zbudują firmy: Max Bögl i Josef Möbius Bau oraz szczeciński Energopol. Konsorcjum wyceniło swą ofertę na 666 mln 986,5 tys. zł. Przedłużające się procedury mogą opóźnić termin oddania drogi do użytku. - Umowa przewiduje 24 miesiące na wykonanie od czasu rozpoczęcia prac. Rozpoczęcie robót musi nastąpić najpóźniej 30 dni od podpisania umowy. Podpisy zostaną złożone pewnie w połowie stycznia, co oznacza, że droga musi być nam przekazana w lutym 2010 r. - wylicza Stępień-Pilipczuk. Za całą S3 od Szczecina do Gorzowa (81,2 km) GDDKiA zapłaci 1 mld 943,5 mln zł. W unijnym programie Infrastruktura i Środowisko na budowę tej drogi zapisano 433,19 mln euro dotacji.
Portal Morski: Cztery jednostki wiertnicze dla Samsunga Opublikowano: 28 grudnia, 2007
Koreański Samsung ogłosił zdobycie kontraktów na budowę czterech jednostek wiertniczych, o łącznej wartości 2,4 mld $. Dwie z nich to półzanurzalne platformy wiertnicze, które za sumę 1,15 mld $ powstaną dla nieokreślonego odbiorcy rosyjskiego. Dwie kolejne jednostki to statki wiertnicze które zostaną zbudowane dla odbiorców z amerykańskich i afrykańskich.
Portal Morski: Z barki – ciężarowiec Opublikowano: 28 grudnia, 2007
Maltańska stocznia zakończyła konwersję holowanej barki zanurzalnej, przeznaczonej do przewozu ładunków wielkogabarytowych, na statek – ciężarowiec z własnym napędem. Odbiorcą, obecnie już statku Fjord jest holenderski armator Fairstar Heavy Transport NV. Maltańska stocznia finalizuje obecnie przebudowę bliźniaczej jednostki – Fjell.
2007-12-29 Sobota
Portal Morski: Kolejna kolizja w Antarktyce Opublikowano: 29 grudnia, 2007
Do kolejnej w tym roku kolizji statku pasażerskiego doszło na wodach Antarktyki.Norweski wycieczkowiec Fram, z 318 pasażerami na pokładzie w trakcie chwilowej utraty mocy zdryfował na górę lodową. Nikt z pasażerów nie odniósł obrażeń, a statek cumuje obecnie przy chilijskiej bazie na wyspie Króla Jerzego, gdzie przechodzi inspekcję. Fram to najnowsza jednostka norweskiego armatora Hurtigruten, przekazana w 2007 roku przez włoską stocznię Finncantieri.
Portal Morski: Problemy Krokusa – foto Opublikowano: 29 grudnia, 2007
Francuska Straż Wybrzeża udostępniła zdjęcia z akcji ratowania polskiego drobnicowca Krokus który na początku grudnia został uszkodzony w sztormie, u wybrzeży Bretanii (wcześniejsza informacja w Portalu Morskim). Zdjęcia dostępne są dostępne pod adresem: http://www.premar-atlantique.gouv.fr/galeries/
SYLWESTER
2007-12-31 Poniedziałek
Dziennik Bałtycki: Rozproszą fale. Port gdański znacznie bezpieczniejszy
Duże statki wycieczkowe czy samochodowce, mające długość do 250 m i zanurzenie - do 10,6 m, oraz ogromne 300- metrowe tankowce, remontowane w Gdańskiej Stoczni Remontowa SA, będą mogły już niedługo swobodnie wpływać do starego, wewnętrznego portu gdańskiego.
Zakończono budowę nowego falochronu Zachodniego wejścia portowego, które zostało poszerzone z 70 m do 95 m i pogłębione. Zarząd Morskiego Portu Gdańsk SA zamierza zaprezentować przebudowane wejście w styczniu.
Inwestycję "Przebudowa Wejścia do Portu Gdańskiego", w ramach Sektorowego Programu Operacyjnego Transport 2004-2006, realizuje Urząd Morski w Gdyni. Jej koszt wynosi prawie 27 mln zł. Budowa wejścia portowego będzie dofinansowana w 75 proc. z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego Unii Europejskiej. Wykonawcą robót hydrotechnicznych jest Hydrobudowa Gdańsk SA, a prac pogłębiarskich - Przedsiębiorstwo Robót Czerpalnych i Podwodnych w Gdańsku.
Małgorzata Jaros-Kaczmarek, dyrektor ds. finansowych Hydrobudowy, poinformowała, że dotychczasowe prace objęły rozbiórkę starego falochronu Zachodniego i odbudowanie go, ale w innym miejscu, w odległości około 45 m na zachód od starego. Nowy falochron ma długość 200 m i podzielony jest, od strony morza, na odcinek zasadniczy, odcinek z pochłaniaczem falowania i odcinek z rozpraszaczem falowania oraz nabrzeże zamykające. U jego nasady, od strony zachodniej, wykonano kamienny obrzut skarpy. Całkowite ukończenie inwestycji, co pozwoli na jej rozliczenie z Unią, powinno nastąpić do końca marca 2008 roku. Budowniczym pozostało tylko umocnienie dna wejścia i zbudowanie obiektów tzw. małej architektury, czyli ogrodzenia i muru kamiennego wieńczącego skarpę kamienną od zachodu, zamontowanie części barier ochronnych, zamontowanie na odcinku z rozpraszaczem fal drewnianych odbojnic i położenie nawierzchni asfaltowych.
Remontu wymaga jeszcze falochron Wschodni. Biuro Projektów Wuprohyd w Gdyni przygotowuje już jego dokumentację techniczną. Gdańska Hydrobudowa zamierza uczestniczyć w przetargu na odbudowę falochronu, który ogłosi Urząd Morski w Gdyni.
Falochron Wschodni zbudowano z głazów kamiennych i drewnianych elementów konstrukcyjnych przed 100 laty. Ma on długość 745 m. Stan techniczny starej budowli hydrotechnicznej nie jest najgorszy. Uzupełnienia wymagają tylko szczeliny między tworzącymi go głazami. W trakcie przeprowadzania ekspertyzy technicznej okazało się jednak, że poważnie naruszone są przylegające do falochronu tzw. drewniane pale kierujące. Uniemożliwia to dokończenie pogłębienia do założonej głębokości 12 m wejściowego odcinka toru wodnego do portu. Jacek Sieński - POLSKA
MW: Marynarka Wojenna 2008
W środę, 2 stycznia, Marynarka Wojenna zainauguruje nowy rok szkoleniowy. We wszystkich jednostkach MW odbędą się uroczyste zbiórki, na których dowódcy przedstawią najważniejsze zadania dla marynarzy w 2008 roku. Rok 2008 jest szczególnym rokiem dla polskich sił morskich. W tym właśnie roku mija 90 lat od daty, kiedy marszałek Józef Piłsudski swoim dekretem z 28 listopada 1918 roku rozkazał utworzyć Marynarkę Wojenną w odrodzonej Polsce. Główne płaszczyzny działalności Marynarki Wojennej w nowym roku to przede wszystkim modernizacja oraz szkolenie. W zakresie modernizacji główne zadanie to realizacja procesu wyposażenia okrętów (typu Orkan) w nowe uzbrojenie rakietowe (rakiety RBS), wznowienie programu budowy nowoczesnego niszczyciela min, modernizacja okrętu wsparcia logistycznego ORP „Kontradmirał Xawery Czernicki” rozszerzająca zakres jego działań oraz kontynuacja budowy korwety wielozadaniowej. Modernizację przejdą samoloty lotnictwa morskiego. Do MW trafią także nowoczesne systemy walki i kierowania ogniem dywizjonu przeciwlotniczego. W 2008 roku siły Marynarki Wojennej wezmą udział w ponad 20 ćwiczeniach międzynarodowych i operacjach NATO. Spośród nich najważniejsze to manewry reagowania wobec sytuacji kryzysowych „Northern Coast”, „Neptun Warrior” i „Loyal Mariner”. Siły ratownicze MW wezmą udział w ćwiczeniu NATO w ratowaniu załóg okrętów podwodnych „Bold Monarch”, które odbędzie się na Morzu Północnym. Natomiast siły trałowo-minowe operować będą w ramach sił międzynarodowych unieszkodliwiających powojenne niebezpieczne obiekty zalegające od czasów wojny na dnie Bałtyku. Jedną z takich właśnie operacji będzie ćwiczenie „MCOPLIT” u wybrzeży Litwy. Marynarka Wojenna planuje także w sposób szczególny uczcić rok jubileuszu 90-lecia. Przez cały rok zaplanowano przedsięwzięcia historyczne oraz wydarzenia podkreślające dokonania wielu pokoleń marynarzy i polskich tradycji na morzu. Najważniejszym wydarzeniem obchodów jubileuszowych będzie organizacja V Światowego Zjazdu Marynarzy Polskich. W ramach Dni Morza, polscy weterani i kombatanci MW przyjadą do Gdyni z różnych zakątków globu.

